środa, 26 sierpnia 2015

Miniaturka #1 - Harry Potter

Tej miniaturki nikt poza Martyną nie zrozumie, z uwagi na postacie które się w niej pojawiają.
Także ten, nie czytajcie, czy coś.
Elo


-Musisz by cicho Hermiono - ofuknęłam się, kiedy stanęłam na skrzypiący schodek. Nie było się co oszukiwać, w Norze wszystko skrzypiało. To, że pani Weasley zaczęła ją remontować, naprawdę niewiele zmieniało, prawie wszystko było wciąż takie same. Syknęłam z bólu kiedy uderzyłam się kolanem o poręcz schodów. Mimo tego, że minęło już 6 miesięcy od czasu kiedy w Bitwie o Hogwart, spadłam ze schodów, ale noga wciąż dawała się we znaki. Że też nie mam tu światła! Gdzie masz różdżkę głupia dziewczyno? No tak. Wzięłam ze sobą.
-Lumos - mruknęłam i z różdżki wystrzelił srebrzysty płomień światła. Tak zdecydowanie było łatwiej. Poczłapałam do kuchni tak cicho, jak to było możliwe. Z szafki nad zlewem wyjęłam sobie szklankę, by nalać sobie do niej soku truskawkowego. Uwielbiam truskawki. Wiem, że narobiłam dużo szumu, ale naprawdę chciało mi się pić. Cicho odstawiłam szklankę do zlewu, mimo, że czułam potrzebę umycia jej, bałam się obudzić domowników.  Wyszłam z kuchni, idąc w stronę schodów, kiedy zaczepiłam nogą o wystający kawałek dywanu i runęłam do przodu. Jestem pewna, że to nie byłby przyjemny upadek, gdyby nie czyjeś ręce, które utrzymały mnie w ostatniej chwili.

-Ch-cholera - zaklęłam dygocząc - Ron to ty ?

-Nie obrażaj mnie! - syknął ktoś przy moim uchu - Jestem zdecydowanie fajniejszy od Rona.

Przewróciłam oczami patrząc na Freda (TAK WIEM ODŚMIERCIŁAM GO MARTYNKO, KOCHASZ MNIE) Weasleya, szczerzącego zęby w uśmiechu.

-Mogłabyś podziękować swojemu wybawcy Hermiono, lub po prostu starać się ciszej chodzić.

-Wybacz - powiedziałam - I dziękuję.

-Nie ma za co - odpowiedział poważnie - I wybaczam. Ledwo.

Minęło trochę czasu kiedy zorientowałam się, że Fred wciąż trzyma mnie za biodra, jeszcze więcej czasu kiedy pomyślałam, że to fajnie, i przysięgam, że godziny mi zajęło, żebym przypomniała sobie, że mam chłopaka. Odsunęłam się od Freda rumieniąc się i mając nadzieję, że tego cholera nie zauważył. Spuściłam głowę i wyminęłam go idąc w stronę schodów.

-Dobranoc, Hermiono - usłyszałam. Zatrzymałam się i odwróciłam. Fred patrzył na mnie uważnie, więc zarumieniłam się jeszcze mocniej.

-Dobranoc, Fred - szepnęłam.

***

Obudziło mnie jasne światło wdzierające się do pokoju przez okno i krzyk pani Weasley. Nie mogłam jednak otworzyć oczu, nie po tym co się stało w nocy. Przez następne dwie godziny nie mogłam usnąć, bo myślałam o bracie mojego chłopaka. Jestem beznadziejna.
Zwlokłam się z łóżka naprawdę niechętnie, ale było już po 9 więc powinnam pomóc Pani Weasley w kuchni, z drugiej strony gdyby był tam Fred pewnie zapadłabym się pod ziemię. Zdecydowałam się jednak nie zwracać na niego uwagi. Szybko ubrałam się i związałam włosy w grubego kucyka i obudziłam jeszcze Ginny, mojego kochanego Rudego Śpiocha.

-Musimy pogadać Weasley - jęknęłam - Jestem beznadziejna.

-Coś się stało Miona ? - zapytała z troską w głosie, przecierając oczy, a potem patrząc na mnie uważnie.

Pokiwałam głową smutno, po czym odwróciłam się w stronę wyjścia, ale kiedy moja ręka znajdowała się już na klamce, odwróciłam się w stronę przyjaciółki.

-Pogadamy później, prawda?

-Oczywiście - powiedziała.

No więc z miną cierpiętnika, starając się to robić jak najwolniej, zeszłam po schodach. W kuchni był na szczęście tylko Harry, który na powitanie wyszczerzył zęby w uśmiechu.

-Jak się spało Herm ?

-W nocy potwornie chciało mi się pić - mruknęłam - A gdzie Pani Weasley? Zdawało mi się, że ją słyszałam.

Harry parsknął śmiechem.

-Tak, wrzeszczała na Rona. Podobno coś zmalował nad ranem, nie pytaj mnie o co chodziło, ale Pani Weasley była bardzo wkurzona. George uznał, że to całkiem miłe, że dla odmiany krzyczy na Rona, a nie na niego. Postanowił kupić jej kwiaty i z Fredem wybrali się na pokątną.

Zaśmiałam się cicho. Ciekawe co też zmalował Ron?

-Hej, Harry, a dzisiaj nie miała czasem wpaść Noel?

Harry rozpromienił się na wzmiankę o naszej przyjaciółce, wszyscy ją uwielbialiśmy. Ciekawiło mnie tylko, czy Draco rozstanie się z nią nawet na chwilę, od kiedy są oficjalnie razem, zachowuje się jakby świata poza nią nie widział. A jeżeli wpadnie Draco, wpadnie też pewnie Blaise, jestem przekonana, że Ginny ucieszyłaby się. Wiem, że na 100% przybędzie Pansy. Harry już się o to postarał.

-Tak, wpadną razem z Syriuszem i Rhapsoddią -Harry zmarszczył brwi - Starają się nadrobić stracony czas.
(A TWOJA MIŁOŚĆ DO MNIE ROŚNIE I ROŚNIE)
Oczywiście, że się starali. Kiedy Syriusz dowiedział się, że Noel jest jego córką, pilnuje jej jak oczka w głowie, a kiedy Dodi postawnowiła do niego wrócić..Cóż, nigdy nie widziałam go szczęśliwszego. Noel też promieniuje energią, jest taka roześmiana i tak podobna do Matki! Z Syriusza tez ma w sobie dużo, zwłaszcza ich uśmiech, jest zupełnie taki sam.

-A Remus, Tonks i Teddy ?

-Prawdopodobie wpadną na kolację! - odkrzyknął mi Harry już ze schodów. (WIEM, TWOJA MIŁOŚĆ DO MNIE OSIĄGNĘŁA 100% JUŻ SIĘ W NIEJ TOPIE)
Czekał nas dzień pełem wrażeń. Naprawdę cieszyłam się, że zobaczymy ich wszystkich.

***

KOLACJA

Tak jak sądziłam, pojawiła się cała trójka ślizgonów. Harry i Ginny chodzili jak w skowronkach, kiedy znajdowali się blisko nich Pansy i Blaise. Ale i tak najbardziej w oczy rzucał mi się Syriusz. Był tak uroczo niezdecydowany, kiedy kładł wzrok na Dodi, a zaraz potem na Noel i tak w kółko, jakby nie mógł się na obie napatrzeć. Życzyłam im jak najlepiej, naprawdę,byli piękną rodziną. No i Draco, wyglądał jakby wariował kiedy w pobliżu nie było Noel. Wszyscy patrzyli na to z niemą zazdrością, ale i radością. Tylko Syriusz z jakichś powodów był sceptyczny. Jednak główną atrakcją był oczywiście maleńki Teddy. Przechodził z rąk do rąk, zachwycony nowymi przyjaciółmi, tak samo śmiały jak Tonks. Kiedy na ręce wzięła go roześmiana Noel (obejmowana oczywiście przez Draco) tak bardzo się w nią zapatrzył, że jego włosy zmieniły barwę na identyczny odcień jej włosów, a oczy zmieniły kolor na podejrzanie bliski odcieniowi Draco. Syriusz cały czas uważnie wpatrujący się w całą scenę zakrztusił się sokiem z truskawek, który właśnie trzymał w ręce i zaczerwienił się po same uszy. Remus siedzący po jednej z jego stron poklepał go po plecach, zaśmiewając się głośno. Zawtórował mu Teddy, w tym momencie wyglądający juz zupełnie jak jego matka. I znów rozpoczął kolejkę z rąk do rąk, a czerwony wcześniej Syriusz drastycznie zmienił kolor, na sino-biały. I wszystko wina rocznego malca. Właśnie trzymałam go na rękach kiedy, Tonks uśmiechnęła się szeroko patrząc na nas.

-Ślicznie Ci z dzieckiem - powiedziała rozpromieniona, na co wszyscy goście uśmiechnęli się. Zarumiieniłam się, ależ oczywiście.

-Chyba ty i Ron kiedyś się o swoje postaracie - powiedział Blaise z cwaną miną, jakby nie mógł się powstrzymać.
Draco i Syriusz parsknęli śmiechem, a ja schowałam twarz w niebieskich włosach Teddy'ego. Podniosłam głowę, czując nieznośne ciepło na policzkach i spojrzałam na Rona. Był blady, gdy popatrzył na mnie, zdawało mi się, że zzieleniał. A gdy spojrzał na Teddy'ego, odwrócił wzrok. Zaniepokoiło mnie to Nie tylko Ron się nie uśmiechał, po drugiej stronie stołu zobaczyłam twarz Freda, uważnie wpatrującą się w dziecko na moich kolanach, ale bez cienia uśmiechu.

***

W kuchni zostaliśmy tylko ja i Ron. Nie wiedziałm co mam powiedzieć, kiedy zmywałam naczynia, a Ron wycierał je ręcznikiem. Byliśmy razem już pół roku, miałam co do naszego związku poważne plany. Zawsze chciałam mieć dzieci, gromadkę ślicznych pociech. Już sobie wyobrażałam chłopca o moich oczach i rudych włosach swojego ojca, biegającego po łące, czy grającego w piłkę. Jasne, nie chciałam mieć dzieci od razu, chciałam się rozwijać, pracować i dopiero później założyć rodzinę, ale zawsze w tych planach był Ron. Nie wyobrażałam sobie układać swojego życia bez niego.

-Ron..-zaczęłam bojaźliwie - Ty nie chcesz mieć dzieci prawda?

Ron drgnął, jakbym go czymś ukuła, potem popatrzył na mnie uważnie.

-Nie myślałem o tym dużo..- odparł - Ale nie wyobrażam siebie w roli ojca.

-Ron przecież dałbyś radę, ja zawsze..

-Hermiono, jestem młody. Chcę się wyszaleć, zabawiać, nie myślę o tym by założyć rodzinę. Poza tym..Dziecko? Nie wyobrażam sobie bym mógł je kiedyś mieć.

Westchnęłam.Wiem jaki jest Ron, ale nie myślałam,że akurat do tej sprawy będzie podchodził tak scepytcznie. To szczerze mnie zaniepokoiło.

-A co jeśli ja chciałabym mieć dziecko?

-I tak się już między nami nie układa, Hermiono. Nie dodawaj mi jeszcze problemów.

-Więc jestem twoim problemem? - wciągnęłam głośno powietrze.

-Czy ty zawsze musisz tak marudzić, kobieto?! - wykrzyknął.

-Ron, czy ty się słyszysz?! Nie rozumiem Cię! Od miesiąca mnie prawie unikasz, a teraz mówisz takie rzeczy! Jesteśmy razem Ronald, to chyba oczywiste, że układam już plany na przyszłość - zająknąłam się - Nawet tego nie przemyślisz?

-Nie chcę mieć dzieci - warknął, jakbym go czymś uraziła - Nigdy.

W moich oczach stanęły łzy.

-Ron, przemyśl to, wiem, jesteśmy młodzi, ale ja..Naprawdę wierzę, że w przyszłości moglibyśmy mieć dziecko. Chcę być kiedyś matką, Ron.


-W takim razie musisz znaleźć sobie innego faceta! Z nami koniec- krzyknął, a ja skuliłam się, kiedy podniósł ręce do góry.

Ron wyszedł z kuchni trzaskając drzwiami. Co ja takiego powiedziałam? Fakt, nie układało się między nami ostatnio, ale nigdy nie myślałam, że może nastąpić koniec tego co budowaliśmy przez tyle czasu. Usiadłam na podłodze opierając się o ścianę i zaczęłam szlochać. Nie zrobiłam nic by go urazić, a ona zerwał tylko po tak krótkiej wymianie zdań? To nawet nie była kłótnia! Co się z nim dzieje? Zaczęłam się zastanawiać, czy on w ogóle coś do mnie czuł. Kiedykolwiek. Poczułam jak czyjeś ręce łapią mnie za barki i podnoszą mnie do góry. Nie miało znaczenia, że ten ktoś prawdopodobnie widział całą tą scenę, naprawdę potrzebowałam teraz pocieszenia. Otworzyłam zapuchnięte od płaczu oczy i ujrzałam kogoś kogo nie spodziewałam się widzeć.

-Malfoy ? - zapytałam ochryple, ale zaraz rozszlochałam się jeszcze bardziej i przylgnęłam do przyjaciela, który zamknął mnie w uścisku.

-Hermi? - usłyszałam cichy głos Noel, a potem poczułam jej rękę gładzącą moje plecy - Nie płacz w porządku?

Odsunęłam się od Malfoya, by na nią spojrzeć, kiedy do kuchni weszła Rhapsoddia,a za nią Syriusz. Nie chciałam by więcej osób zobaczyło mnie w takim stanie, więc byłam wdzięczna Dodi, która szybko rozeznała się w sytuacji i wypchnęła Syriusza za drzwi, zamykając je, z trzaskiem. Popatrzyła na mnie, tak samo czułym wzrokiem jak Noel. Gdyby nie to, że Noel jest wyższa, wyglądały by tak samo.

-Coś się stało kochanie? - zapytała delikatnym, kojącym głosem. Nie chciałam jej opowiadać, dopóki Draco tu jest, wciąż czułam się przy nim trochę niezręcznie. Chłopak chyba to zrozumiał, bo pocałował mnie tylko w czoło, i popatrzył lubo na Noel, kiedy wychodził z pomieszczenia, zdecydownie oddychając z ulgą.

-Opowiadaj - zachęciła Dodi, siadając na podłodze po turecku, pociągając mnie i swoją córkę za sobą.

No więc jej opowiedziałam. Gdzieś w połowie mojej wypowiedzi rozszlochałam się, więc usiadła obok mnie i przytuliła do siebie, więc Noel skończyła za mnie. Kobieta wyglądała jakby się nad czymś zastanawiała, po czym spojrzała z uwielbieniem na Noel, a na końcu uśmiechnęła się do mnie.

-Nie wyobrażam sobie życia bez niej - kiwnęła głową w kierunku Noel - Jest moim największym darem od losu. Każda kobieta pragnie mieć dziecko, skarbie, każde dziecko jest naszym wybawieniem. Zrozumiesz, że dobrze się stało, kiedy będziesz trzymała w rękach maleństwo, kogoś kogo pokochasz. Nie ma lepszego uczucia, przekonasz się.

Nie zorientowałam się, ze już nie płaczę, dopóki nie zobaczyłam uśmiechającej się Noel. Też się uśmiechnęłam.

***

2 miesiące później

Dobrze mieć swój własny kąt. A jeszcze lepiej mieć swój kąt w Londynie. Fred jako jedyny zaoferował się do pomocy we wnoszeniu mebli, za co byłam mu naprawdę wdzięczna, chciałam się wprowadzić jak najszybciej. Nie moglibyśmy wnosić nic czarami, z uwagi na sąsiadów mugoli, ale Fred nie miał nic przeciwko dźwiganiu. Byłam mu naprawdę za to wdzięczna.

-A to - wskazał na mały stelaż na książki - Gdzie mam postawić ?

-Koło kanapy w salonie - poinstruowałam.

-Tak jest szefowo.

I wszedł do pomieszczenia naprawde pewnie, i tak szedł do póki Krzywołap nie wleciał mu pod nogi. Fred upadł, a stelaż poleciał mu prosto na głowę.

-Na Godryka, FRED!

Podbiegłam do chłopaka i od razu ukucnęłam przy nim. Na czole miał nie dużą, ale paskudną ranę. Zaklęłam pod nosem i pobiegłam zamknąć drzwi. W tym czasie Fred, zdążył usiąść na pufie obok siebie (nie szczędził przy tym kilku brzydkich wyrazów), a ja wzięłam jeszcze apteczkę i podeszłam do chłopaka. Ukucnęłam przy nim i podniosłam jego ręke, z jego wykrzywionej twarzy.

-Wygląda paskudnie - skomentowałam.

Fred cały czas przyglądał mi się uważnie, kiedy namaczałam gazę w wodzie utlenionej.

-Może zaboleć - ostrzegłam i przyłożyłam materiał do rany na czole. Głośno wciągnął powietrze i syknął kiedy substancja na jego czole zaczęła się pienić.

-Przepraszam - jęknęłam cicho, kiedy autentycznie zrobiło mi się przykro.

-Skoro masz różdżkę - zapytał Fred starając się mówić jak najspokojniej - To czemu jej nie użyjesz?

Uśmiechnęłam się, przypominając sobie zajęcia o pomocy medycznej w mugolskiej szkole do której chodziłam, jeszcze kiedy byłam dzieckiem. Zamiast odpowiedzieć Fred'owi zaczęłam się zastanawiać jakby to było gdybym nie okazała się czarownicą. Nie poznałabym, Harry'ego i Ginny, nie przeżyłabym wielu wspaniałych przygód, przykro mi nawet myśleć, że nie znałabym Rona. I Freda...
Hermiono rozpraszasz się! Odłożyłam wacik na podłogę i przyjrzałam się ranie, cały czas obserwowana migotliwym wzrokiem Freda. Walczyłam z tym by się nie zarumienić, ale oczywiście nie udało mi się, więc spuściłam głowę i wstałam, na poczekaniu wymyślając wymówkę, tylko po to by móc wyjść z pomieszczenia.,

-Muszę poszukać dyptamu... - mruknęłam wciąż trzymając głowę nisko.

Odwróciłam się z zamiarem pójścia do łazienki po owy przedmiot, ale przeszkodziła mi w tym ręka Freda, która niespodziewanie znalazła się na moim nadgarstku. Delikatnie odwrócił mnie w swoją stronę i zdziwiłam się, że już nie siedzi, ale stoi górując nade mną. Podniosłam głowę do góry, by móc napotkać jego niebieskie tęczówki. Patrzył na mnie z niezydentyfikowanym wyrazem twarzy.

-Hermiono...- zaczął, ale jakby się rozmyślił i po prostu wpatrywał się we mnie. Poczułam jego dłoń na swoim policzku, kiedy przeszyły mne ciarki. Wtuliłam twarz w jego rękę, zupełnie przypadkowym gestem. Jakbym poczuła, że tak trzeba, że tu jest moje miejsce. Pogładził mnie po twarzy kciukiem jakby nie miał siły na nic więcej. Drugą rękę zdjął z mojego ramienia i objął mnie nią w pasie, przyciągając maksymalnie blisko do siebie. Odetchnęłam gdy pochylił się i oprał czoło o moje. Zamknął oczy, ale ja nie byłam w stanie przestać patrzeć na Jego twarz. Wyglądał jak anioł. A tak mało brakowało..Mógłby zginąć. Kompletnie zmrożona tą myślą, przyłożyłam rękę do jego policzka. Jego kłujący zarost na mojej dłoni..Tak dobrze było go czuć. Nie mogłabym znieść myśli, że nie byłoby go przy mnie. Jego oddech obijał się z głuchym echem o moje wargi. Zamknęłam oczy, dysząc ciężko, kiedy jego wargi delikatnie przylgnęły do moich. Jęknęłam w jego usta kiedy przejechał językiem po moich. Uchyliłam je lekko, a on uśmiechnął się i pogłębił pocałunek. Całował zachłannie, cały czas trzymając mnie blisko. Kiedy całował zmieniały sie pory roku. Smakuję kolory i dźwięki o których nawet nie miałam pojęcia. Nie przeszkadzało mi to, że to co robimy jest niewłaściwe, ani to, że byłam kiedyś z jego bratem. Teraz liczył się on. Fred. Nawet nie wiem kiedy jego ręce przeniosły się na moje biodra i podniósł mnie do góry. Objęłam go asekuracyjnie nogami w pasie, przeciągając się w góre tak, bym to ja miała nad nim kontrolę. NIe potrwało to długo, zaczął całować tak zachłannie, że kompletnie straciłam kontrolę i odleciałam. Był tylko on, on i jego usta, łapczywie zasysające powietrze, kiedy był zmuszony oderwać się odemnie. Dyszeliśmy ciężko oboje wpatrując się w siebie z uwielbieniem, oczy w oczy. Postawił mnie na ziemię, ale nie zamierzał przerwać i jeszcze raz, mocno wpił się w moje wargi. Wplotłam palce w jego miękkie włosy, kiedy popchnął mnie na ścianę, a ja uderzyłam o nią plecami. Syknęłam z bólu, ale nie chciałam tego przerywać. Zrobił to jednak Fred.

-Przepraszam - spojrzał na mnie z poczuciem winy, wyciągając dłoń w moim kierunku, autentycznie przestraszony myślą, że mogło mi się coś stać, ale jego oczy nigdy nie migotały tak jak w tej chwili.

Nie byłam w stanie mu odpowiedzieć. Chciałam do niego podejść i objąc go, ale nogi odmówiły mi posłuszeństwa i stałam jak wmurowana, tylko patrząc w jego piękną twarz, nie wierząc w to co właśnie miało miejsce. Wyciągnął rękę w moim kierunku i odgarnął z czoła włosy, ale dalej nie byłam w stanie wykonać najmniejszego ruchu. Uśmiechnął się cwaniacko.

-Czyli Ci się podobało ? - zapytał z chytrym uśmiechem na ustach.

To przełamało lody. Zadrżałam, przerażona wizją mnie samej w jego objęciach, kiedy ostatnim razem całował mnie jego brat. Myślałam, że się rozpłacze. Rozum podpowiadał mi, że zrobiłam źle, zdradziłam Rona, ale serce..Ono chciało wrócić w jego ramiona. Za to musiałam objąc sie swoimi, starając się jak mogłam by znów nie przybliżyć się do niego. Pomyślałam o Ronie. Chyba moja twarz musiała przybrać jakiś niepokojący wyraz, bo chłopak stojący naprzeciw mnie zmarszczył brwi i zrobił krok w moją stronę i wyciągnął dłoń, ale ja natychmiast zrobiłam krok do tyłu. Cofnął rękę, znów przybierając nieokreślony wyraz twarzy, ale w jego oczach widziałam, że zżera go to samo poczucie winy co mnie. Mimo to, wciąż chciał być obok mnie. Czy on nie rozumiał ? Byłam przecież z jego bratem! To nie byłoby fair w stosunku do żadnego z nich. Musiałam to przerwać, zanim się w ogóle zaczęło.

-Nie powinniśmy Fred - wyszeptałam, choć w środku serce drżało mi na samą myśl o tym, że moglibyśmy się teraz rozstać.

-A co jeśli, ja chcę tu zostać? - zapytał i znów się do mnie przybliżył, ale tym razem nie mogłam odejść, bo kiedy zrobiłam znów krok w tył dotykałam już plecami ściany. Chłopak to wykorzystał i ręką powoli przejechał od mojego policzka do ust. Opuściłam głowę poruszona tym czułym gestem - Co jeśli chcę Cię trzymać blisko ? Co jeśli chcę Cię całować ?

-Nie możemy - powiedziałam cicho, ale stanowczo.

-Hermiono - wyszeptał zrozpaczonym głosem - Nie rób tego. Nie odsuwaj się ode mnie tylko ze względu na niego.

Drżąco chwytam powietrze w płuca, nie zdając sobie sprawy, że we mnie coś pęka. Jego słowa sprawiają, że chyboczę się na skraju wzgórza, w męczarniach, gotowa do skoku. To przecież jego b r a t. Ale czy to faktycznie stanowi dla mnie główny problem? Czy to nie to, że boję się, że jest taki sam jak jego brat? Czy nie płynie w nich ta sama krew?  Fred mógłby zrobić to samo co Ron, ale wiem, że wtedy bolałoby mnie to o wiele bardziej. Tak, on ma rację. To ze względu na Rona boję się myśleć o tym, bym mogła pozwolić sobie na to, by był kimś tak ważnym. Ale nawet nie chodzi o to, że to jego brat. Chodzi o to, że to jego brat. To takie popieprzone.

-Fred - zaczęłam, choć wiem, że zabraknie mi siły by skończyć - Proszę.

Nie muszę dokańczać by wiedział o co go proszę. Mimo to robi coś całkiem odwrotnego. Przybliżył się do mnie, po to by jego ramione oplotły moje biodra, podnosi mnie i sadza na kuchennym stole. Wtulam twarz w jego obojczyk, ale kiedy już siedzę, on odsuwa mnie i uważnie wpatruje się w moją twarz. Widzę, że chce coś powiedzieć, ale długo zastanawia się nad tym czy powinien to zrobić. W końcu zaczyna mówić.

-Hermiono - szepce - Widziałem tą sytuację w kuchni. Ciebie i Rona.

Zastygam w bezruchu, kompletnie nie przygotowana na to co słyszę. Wydaje mi się, że czas zwolnił, zostawiając mnie samą w pomieszczeniu, z myślami latającymi wokół mojej głowy. Ale potem czuję rękę Freda, śmiało gładzącą mnie po twarzy. Odsuwam sie i zchodzę ze stołu.

-Co widziałeś Fred ?

Zaskakuje mnie jego łobuzerska mina w tej sytuacji, kiedy ja jestem wręcz przytłoczona nadmiarem emocji, on wciąż potrafi wyciągnąć dla siebie jakiś pozytyw. Nie znam bardziej niezwykłego człowieka.

-No wiesz..Naprawdę ładnie Ci było z tym dzieckiem.

Uśmiecham się do niego czule, prawie czując jak z serca spada mi wielki ciężar. Wiem, co sugeruje Fred, więc przygryzam wargę zawstydzona, mimo tego, że wcześniej robiliśmy..No, co robiliśmy. I patrząc prosto w jego oczy, wiem, że już mi to nie przeszkadza

***

Właściwie to nie wiem, jak udaje nam się wrócić do normalności i wnoszenia mebli, ale Fred nie porusza już tematu tego co stało się kilka minut temu. Wspólnie ustawiamy kanapę i telewizor, ciężko mi na niego nie patrzeć, ale kiedy tylko czuję na sobie Jego wzrok rumienię się, nie mając na to wpływu. Kiedy kończymy, proponuję herbatę, ale Fred odmawia, mówiąc, że musi już iść. Wzdycham ciężko, kiedy zamykają się za nim drzwi, zdecydowana opoweidzieć o tym moim przyjaciółką. Może one coś poradzą

***

**Noel**

-Draco daj spokój - mówię do telefonu - Nie musisz ze mną iść, użyję sieci Fiuu, poza tym, Miona chce widzieć mnie, a nie Ciebie.

-Skąd wiesz, że nie potrzebuje męskiego wsparcia? - pyta głośno, z nadzieją. Przybijam piątkę swojej twarzy, wiedząc, że ta wizyta u Hermiony, jest kolejnym pretekstem by móc spędzić ze mną czas.

-Ponieważ - odpowiadam na tyle spokojnie, na ile spokojnie mogę mówić - To do mnie napisała. Daj chwilę na wstrzymanie w porządku?

Wzdycha i niemal słyszę jak kręci głową.

-W porządku. Pozdrów ją ode mnie..I Noel? Zobaczymy się jutro prawda?

Uśmiecham się ucieszona tą perspektywą. Ja też nie umiem obyć się bez niego przez dłuższy czas. Od końca szkoły jesteśmy prawie nierozłączni.

-Draco..Kocham Cię - mówię czule, dziękując za to, że go mam, chcąc by o tym wiedział.

Przez kilka chwil słyszę w telefonie jego oddech,a potem jego ciepły, ale twardy głos:

-Kocham Cię. Bardzo.

Przez chwilę nie chcę się rozłączać i powiedzieć mu, żeby szedł do Hermiony ze mną, ale z ciężkim sercem decyduję się rozłączyć. Przykładam jednak telefon do serca i zamykam oczy, wyobrażając sobie jego cieply uśmiech, który zawsze koi moje smutki. Widzieliśmy się zaledwie dwie godziny temu, a ja już za nim tęsknię i chcę mieć go znów przy sobie. Przygryzam wargę i uśmiecham się sama do siebie. Kiedy otwieram oczy widzę, że przedemną stoi Syriusz przypatrując mi sie uważnie. Uśmiecha się. Nie przywykłam jeszcze do nazywanie go ojcem, ale czuję, że nim jest. Kiedy się uśmiecha czuję jakbym przez chwilę widziała siebie. Czuję się jego córką bardziej niż kiedykolwiek czułam się córką Noveliusa Mecris. Wciąż jestem zła na mamę. Syriusz też, ale on tego nie okazuje. Jest zbyt przejęty tym, że jest obok niego, podczas gdy przez tyle lat żyli daleko od siebie.

-Tato - zaczynam i widzę, że on na chwile jakby nie umie ustać na nogach - Zachowuję się jak zwykła, przeciętna nastolatka, prawda?

Nie odpowiada jednak, najpierw tylko stoi i mi się przygląda,a potem podchodzi i łapie moją twarz w swe duże dłonie.

-Cieszę się, że Cię mam. A teraz jedź do swojej przyjaciółki mini-Dodi.

***

**Hermiona**

-No więc - zaczyna Ginny, wciąż z niedowierzaniem na twarzy - Podoba Ci sie Fred?

-Tak - odpowiadam zgodnie z prawdą.

-I całowałaś się z nim - dodaje Noel.

-Tak - powtarzam.

-A potem tak po prostu wnosiliście meble ? - pyta Ginny nie odrywając ode mnie inteligentnego spojrzenia.

-Ginny, przecież wam opowiadałam - mówię, patrząc na nią i na Noel. Wymieniają spojrzenia i przez chwilę milczą, ale potem Noel wykrzykuje najbardziej podekscytowanym tonem na jaki ją stać:

-WY MUSICIE BYĆ RAZEM

-TAK! - potwierdza Ginny - Już z dwa miesiące chodzi taki zamyślony, teraz przynajmniej wiem dlaczego.

-Co? - pytam - Jak to: zamyślony?

-Zwyczajnie. Od kiedy mama przyłapała Rona z tą blondynką...

-CO?! - wykrzykujemy obie, ja i Noel.

Ginny rumieni się, a ja czuję, że robię wręcz odwrotnie: cała krew odpływa mi z twarzy, skanując jej słowa. Ron i blondynka? Jaka blondynka?

-No..kilka miesięcy temu. Pamiętasz jak wtedy tak bardzo na niego krzyczała? To wtedy, podobno to była jakaś mugolka. Mama nie mogła Ci wtedy spojrzeć w twarz, bo Ron prosił ją by nic Ci nie mówiła..No i potem zerwaliście. Widać, że tylko szukał powodu by to zrobić, a ta wasza kłótnia była tym pierwszym - lepszym.

Zastygam w bezruchu,a potem czuję jak mała dłoń Noel, gładzi moją. Ron był sukinsynem, z tym mogłam się pogodzić. Ale jak mogłam odrzucić Freda, za względu na niego? Jak ON, ten obrzydliwy, parszywy zdrajca miał byc moim skrupułem?Oddycham ciężko nie rozumiejąc jak mogłam nie pozwolić mu się wtedy całować, skoro tak tego pragnęłam..

-Ginny - drżę - Gdzie jest teraz Fred?

Marszczy brwi i odchrząkuje

-Cóż - zaczyna - Wydaje mi się, że nad Dowcipami Weasleyów. Nie wrócił do domu, George mówi, że chciał pobyć sam, ale co ty...

Nie słyszę co mówi dalej, bo teleportuję się prosto do wnętrza sklepu bliźniaków.

-Fred! - wołam, zagubiona wśród półek, niewiele widząc, gdyż jest juz po 10 na wieczór - Fred! - krzyczę tym razem głośniej i bardziej zrozpaczenie.

-Hermiona?! - odkrzykuje, i słysze jak schodzi po schodach na zapleczu. Po chwili pojawia się przedemną w samych jeansach - Boże, dziewczyno! Czy ty wiesz która jest godzina? Grzeczne dzieci,takie jak ja już dawno śpią. Czyżbyś była niegrzeczna Hermiono?

Nie chcę mu odpowiadać i wiem, że nie muszę. Podchodzę do niego i łapię jego twarz w dłonie. Całuję go namiętnie z uśmiechem na ustach, czuję jak jego lekki zarost drapie moje dłonie. Oddaje pocałunek, dodatkowo oplatając mnie rękoma w pasie, a ja umieram w jego ramionach. Rozpadam się na kawałeczki, ale on na nowo je zbiera i tak w kółko, aż nie mogę złapać oddechu. Odrywam się od niego i patrzę mu w oczy.

-Skąd ta zmiana?- pyta bez tchu.

-Brak mi skrupułów.